Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą oceną od 21.01.2017 w Wpisy bloga

  1. 3 points
    Zarabianie w internecie daje Ci komfort i wolność zarządzania swoim czasem, wg. własnych upodobań. Ta wolność to olbrzymi obowiązek, szczególnie gdy jesteś początkujący. Niektórzy są bardziej produktywni w domu, niż inni pracujący w biurach, jednakże wielu walczy z samym sobą, gdy są pozostawieni bez nadzoru. Może Ty też tego doświadczyłeś - zaczynasz pisać artykuł na bloga, ale za pół godziny nagle znajdujesz się w kuchni, jedząc płatki na mleku. Wydaje Ci się, że więcej pierzesz niż pracujesz lub gubisz się w newsach na swoim profilu na Facebooku. Jeśli brzmi to znajomo, poeksperymentuj z jedną z poniższych porad i sprawdź, czy poprawi ona Twoją produktywność. Te nawyki pomagają mi utrzymać dobre tempo pracy, więc mam nadzieję, że pomogą i Tobie. Napisz listę każdej czynności, którą możesz wykonać w pracy Bez znaczenia jak ważna lub mało ważna jest to czynność, zapisz ją. Sprawdzanie maili, wysyłanie faktur, pisanie postów na bloga, aktualizacja strony internetowej - wypisz wszystko i trzymaj listę pod ręką. Kiedy nie jesteś pewien co robić lub nie masz ochoty pracować nad danym zadaniem, ale wiesz, że musisz jednak czymś się zająć, zajrzyj na swoją listę i wybierz czynność, która brzmi ciekawie. Nie chcesz jednak polegać na tym każdego dnia, ponieważ tak czy tak musisz wykonywać te nudniejsze czynności. Jednak od czasu do czasu dobrym pomysłem jest chwilowe odpuszczenie zadania, które nie jest aż tak nagłe. Stwórz grafik, wydrukuj go i trzymaj w widocznym miejscu Stwórz notatki na podstawie swojej pierwszej listy, wypisz najważniejsze czynności, które muszą być powtarzane codziennie. Stwórz harmonogram, wykorzystując odpowiednią ilość godzin każdego dnia, np. 9 - 12 są zawsze zajęte, ponieważ piszesz posta. 14 - 17 są dla zadań graficznych itd. By łatwiej było Ci trzymać się harmonogramu, wydrukuj go i trzymaj w miejscu, w którym będziesz go widział każdego dnia. Proponuję trzymać się wersji drukowanej, a nie pisanej, ponieważ wygląda ładniej, profesjonalniej i jest bardziej trwała. Swoją listę trzymam na kartce A4, nad swoim biurkiem, na korkowej tablicy. Przypomina mi ona jak poważnie podchodzę do swojej pracy oraz, że nie chcę zawieść siebie oraz innych swoim lenistwem. Wydziel czas na rozrywkę Mowa tu o Facebooku, pisaniu wiadomości, obowiązkach domowych, karmieniu wiewiórek - wszystkich rozpraszających Cię czynnościach. Kiedy tworzysz swoją listę z punktu 2, zawsze zostaw sobie 15 minut przerwy między czynnościami. Pisanie wiadomości do ludzi podczas Twojego dnia pracy zdarzy się na 100%, ale rób to tylko w konkretnych momentach. Jeśli wiesz, że masz wyznaczony czas na te czynności, będzie Cię mniej korciło, by robić to podczas pracy. Bądź ze sobą szczery Znasz siebie i swoje nawyki. Czemu miałbyś zmuszać się do pracy w godzinach 9-17, jeśli zazawyczaj najlepiej pracuje Ci się w nocy? Zaplanuj swój harmonogram oraz swoje "rozpraszacze" zgodnie z tym jak Ci będzie najwygodniej. Kiedy najlepiej Ci się pracuje? Co Cię rozprasza? Nie zmuszaj się do czegoś, co nie idzie w parze z Twoją naturą. Śledź czynności, które już ukończyłeś Stwórz plik Excela, w którym będziesz zapisywał swoją produktywność. Zamiast listy TODO, na której będziesz skreślał czynności, log zapewnia Ci puste linie, które musisz zapełnić wykonanymi czynnościami. Nie chcesz widzieć tam pustego miejsca, prawda? Zapisywanie swoich osiągnięć oraz analizowanie ich każdego wieczora jest prostym nawykiem, który pozwoli Ci trzymać się swoich celów. Wpisuj tam wszystko, od odpowiadania na maile, aż do wykonywania bardziej skomplikowanych czynności, jak np. utworzenie strony internetowej. Utwórz listę czynności, które MUSISZ wykonywać Spośród wszystkich rzeczy na Twoje liście, które z nich musisz wykonywać codziennie, by przyniosły efekt w przyszłości? Mówię tutaj np. o planowaniu tematów 5 postów, komentowanie na blogach, wysyłanie wiadomości do potencjalnych współpracowników, prowadzenie fanpage'a itd. Ustalenie kilku rzeczy, które musisz robić codziennie daje Ci pewien schemat, więc gdy czujesz brak motywacji, możesz wskoczyć prosto w ten schemat i wpisać czynności wykonane w nim do swojego loga. Wykonanie ich może nawet okazać się motywujące i pozwoli Ci wykonać trudniejsze zadania! Rób sobie przerwy na ćwiczenia Wielu z nas prawdopodobnie cierpi na tzw. wycieńczenie godziny 15-tej. Pracowałeś już większość dnia i wyczekujesz końca. Ponieważ pracujesz w domu, możesz pomyśleć, że to świetny moment na drzemkę. Zamiast tego, skoro masz ten komfort, zrób sobie przerwę na obiad i pójdź na długi spacer lub zrób trening. Pozwoli Ci to naładować baterie w swoim ciele na wieczór, by dalej pracować zamiast iść spać. I czemu miałbyś nie robić sobie przerwy, by oddzielić swoją poranną pracę od popołudniowej? Zaplanuj swój następny dzień Zanim odejdziesz od komputera, poświęć kilka minut na przygotowania jutrzejszego dnia. Czy nie zrobiłeś czegoś, co musisz przenieść na jutro? Zaplanuj to z wyprzedzeniem, byś nie musiał później decydować co będziesz robił najpierw, gdy usiądziesz do pracy jutrzejszego dnia. Znajomość swojego harmonogramu z wyprzedzeniem pozwala Ci zaplanować sobie swój czas wolny. Zawsze bądź gotów na zmiany Gdy pracujesz w domu, możesz mieć wrażenie, że panujesz nad wszystkim. W większości przypadków jest to prawda, ale co się stanie, gdy przestaie działać internet? Albo gdy Twój partner/partnerka są chorzy i wymagają opieki? Albo dostaniesz niespodziewany telefon od klienta, który zajmie Ci większość poranka? Mało produktywna osoba podda się w takim przypadku i zmarnuje resztę dnia narzekając na wydarzenia, które do tego doprowadziły. Jeśli Twój dzień nie idzie zgodnie z planem, który sobie rozpisałeś, nie oznacza to, że cały dzień jest stracony. Dostosuj się do otoczenia. Pomyśl nad sposobami ominięcia problemu. Internet nie działa? Zajrzyj na listę i sprawdź, które czynności możesz wykonać bez dostępu do sieci. Partner/partnerka Cię wkurzaą? Zamknij drzwi lub pracuj na zewnątrz. Uświadom ich, że pracujesz i masz swoje obowiązki. Zawsze miej pod ręką notatnik Wiesz jak jest - jesteś w trakcie pisania artykuły i nagle przypominasz sobie, że musisz zapłacić rachunek za telefon. Zamykasz Worda, płacisz rachunek i nagle znajdujesz się na Facebooku, przeglądając fanpage z kotami. Losowe myśli pojawiają się co jakiś czas, ale nie muszą odrywać nas od pracy. Trzymaj pod ręką mały notatnik, w którym możesz je zapisywać. Sprwadzaj notatki w przerwach między zadaniami oraz pod koniec dnia i dopiero wtedy zajmuj się swoimi zapisanymi myślami. Na Make-Cash.pl staramy się ułatwić Ci zarabianie w domu, więc nie utrudniaj sobie tego poprzez obijanie się. Nie jest łatwo trzymać dyscyplinę każdego dnia, więc często będziesz musiał lepiej przyjrzeć się swoim nawykom, by poprawić swoją produktywność. Choć zmiana przyzwyczajeń może na początku wydawać się bardzo trudna, nie poddawaj się, a jeszcze się zdziwisz jak łatwo utrzymać produktywność na wysokim poziomie podczas pracy w domu.
  2. 1 point
    Jak to się wszystko zaczęło, czyli moje początki. Zapewne u większości z Was, komputer w pierwszych latach posiadania służył do grania. Często jeszcze wtedy nie było Internetu, więc na dyskietkach czy cedekach trzeba było kombinować z grami. U mnie było podobnie, ale od zawsze miałem jakąś chęć grzebać po folderach z instalacjami. I tak to wygrzebywałem różne rzeczy, zmieniałem ustawienia i ze świeczkami w oczach podziwiałem jak komputer robi co mu każe. Chyba najwięcej frajdy sprawiło mi grzebanie przy LF2 - tam chyba można było zrobić wszystko zmieniając sprite'y i propertiesy W końcu przyszedł Internet, gry online - krótki epizod w Tibii i potem znacznie dłuższy, związany z Metin2 To tez dzięki tej grze zacząłem zarabiać w Internecie, ale tu nie o tym. Znalazłem wtedy w jakimś kiosku miniksiążkę o HTMLu i tworzeniu stron web2.0. Przeczytałem z zapartym tchem, spędziłem multum godzin nad gównostronkami, ale każda kolejna nauczona rzecz była dla mnie czymś super. W końcu tworzyłem. Brzydko, ale tworzyłem. Bo artysta ze mnie żaden, a i poczucia estetyki nie mam Sprawiało mi to niewyobrażalną frajde, więc tak siedziałem i klepałem HTML po nocach, żeby mama nie widziała. Ale wróćmy do gier. Ilu z was grało w Metina? Ta gra działa w systemie free2play, pay2win - kupuj ulepszenia za $, a na pewno będziesz najlepszy na serwerze. Rodzice średnio chcieli inwestować w moje granie, ja bardzo chciałem wygrać - zacząłem kombinować. Gdzieś po drodze zacząłem uczyć się PHP, nie kojarze za bardzo tego momentu. Możliwy upload grafiki na serwer, wyszukiwanie mp3? Ale wtedy był bum na te wyszukiwarki. Skoro inne są takie popularne to moja też będzie? Wstawie adsense i będzie hajs. Jak wyszło, możecie się domyślić Miałem po drodze kilka pomysłów i chyba mój najlepszy w tamtym czasie - imagezrzut.eu, hosting zdjęć. Do teraz można znaleźć po tym ślady w internecie. Zarobiłem na tym całe 2$, których nigdy nie wypłaciłem W Metinie łowiło się rybki, w rybkach można było znaleźć małże, a z małży mogły wypaść drogocenne perły. Proces łowienia był monotonny - zarzucić wędke, czekać na chmurke, wyciągnąć wędkę. A ile można patrzeć i wciskać spacje? I wtedy przyszło googlowanie za FishBotami, ale działały średnio lub były pełne wirusów, więc trzeba było coś samemu pomyśleć. Tasker? Przydatny był, żeby automatycznie zażywać potiony, ale przy łowieniu się nie sprawdzał. Dalsze szukanie nakierowało mnie na AutoIT - język skryptowy w którym wyklikiwało się aplikacje okienkowe, jak również można było symulować ruchy myszki i przyciski klawiatury. Jak się jeszcze okazało, że mogę obserwować wybrany piksel na ekranie i reagować, gdy się zmieni - byłem w siódmym niebie. Już więcej nie musiałem pilnować gry - zostawiałem na noc, a rano budziłem się z pełnym ekwipunkiem. I to był chyba taki moment przełomowy dla mnie, możliwość wydawania poleceń komputerowi. Szybko okazało się, że AutoIT ma sporo ograniczeń, więc szukałem dalej. Spodobały mi się aplikacje okienkowe, a Internet mówił, że C++ jest fajne. Spróbowałem, znienawidziłem. WinAPI, brrrr. Zniechęciłem się, ale nie na długo. Forum 4programmers, prośba o polecenie czegoś dla mnie. Trafiło na C#. I to w nim zacząłem w końcu coś tworzyć. Nadeszła era prywatnych serwerów w Metinie, więc pisałem profesjonalne launchery dla nich. Fajnie sie przy tym bawiłem, zarobiłem pare złotych, ale nie to było najważniejsze - w końcu byłem GameMasterem i to ja mogłem banować innych (bo za fishbota i inne ciemne sprawki dostałem banów sto na Metin2.pl, ale nieważne). Przestałem grać w Metina, przestałem też programować, jakoś nie miałem pomysłów na aplikacje, a wrzesień i egzamin gimnazjalny się zbliżał, więc zacząłem odrabiać zadania domowe. Przyszła jesień, zrobiło się ciemno, listopadem ówczesnego roku znowu mnie naszło. Ale nie C#, niee. Ograniczenie do Windowsa mnie nie jarało, Linux to było to. Coś, co stworzone raz zadziała wszędzie? Hmm. Java! Java i MakeShot, czyli historia aplikacji, która miała decydujący wpływ na moją przyszłość. Nagłówek brzmi groźnie, ale tak też jest. Programując gównoprogramy w Javie już wiedziałem co chcę robić po gimnazjum - technikum informatyczne. Na szczęście tam nie poszedłem. I wam też odradzam. Wybrałem liceum o profilu matematyczno-fizycznym (chciałem mat-inf, ale było tyle chętnych na mat-fiz, że zmienili). Pierwszy semestr w LO przebiegł pod znakiem Thinking in Java oraz JavaStart.pl - równolegle czytałem oba poradniki i wykonywałem zadania. Przez książkę nigdy nie przebyłem, zbyt kobylasta, zbyt skomplikowana na moje ówczesne umiejętności. No ale programowałem. Mniej lub więcej, ale cały czas coś działałem. I to chyba spowodowało, że spiąłem zadki i w końcu postanowiłem stworzyć coś wielkiego, tak, aby osiągnąć sukces i nie musieć pracować do końca życia Znacie te narzędzia do screenshotów - były, ale każdemu z nich czegoś brakowało (zrobiłem słaby risercz, ale cii , miałem motywacje), więc wszyscy na pokład - ruszamy! Wiosna 2013! A w cholere z wiosną. Trzeba programować. Meega sie wtedy zajarałem, każdą wolną chwilę przeznaczałem na gapienie sie w kod. W międzyczasie czytałem w Internecie dużo o tym jak to jest być programistą, o zarobkach, o wszystkim innym - to mnie jeszcze bardziej motywowało. MakeShot nie był w ogóle zaprojektowany. Napisany bez ładu i składu, mulasty, kobylasty, ale działał. Po 7-8 miesiącach pisania udało się. Mi działał, dwóm kumplom tak, jednemu nie - to nic, tworzę WWW i podbijam świat. Miałem wielkie plany - stworzyć wersje na Linuksy i Maca, później również Androida. Aj, co ja będę mówił, łapcie stronę: MakeShot.net Hah! Satysfakcja niesamowita. Spam na shoutboksie LCP, jakieś inne fora i jakoś to było. 20 stałych użytkowników, no super, czego chcieć więcej. Powoli do celu, trzeba MakeShota rozwijać. Hola, hola! Grudzień, styczeń, Sylwester, pierwszy poważne imprezy, jakoś czas zaczął przemykać (albo przelewać się ) przez palce. Wtedy też znalazłem Cube Worlda, złotą niszę na której w najlepszym czasie cisnąłem 30k PLN/mc, ale to przy okazji mogę opowiedzieć Programowanie w tamtej chwili mi się przydało - stworzyłem fejkowy instalator tej gry, gdzie podczas procesu instalacji (gdzieś po 90%) wyskakiwało info o potrzebie klucza - klucza dostępnego na PPA. No i tak to leciało, Szinek sie obrzydliwie wzbogacił, zaczął żyć dość luźno i rozwięźle, temat Javy odpuścił, i tak sobie hulał. Przyszła klasa maturalna, trzeba było zacząć się uczyć, ale nigdy nie byłem tego fanem, więc zgadnijcie co się stało. Tak, wróciłem do programowania. Niczego konkretnego wtedy nie stworzyłem, ale był to moment w którym wiedziałem, że na studia dzienne to ja nie chce iść, a tworzenie aplikacji to coś fajnego. Zacząłem czytać "java interview questions" w necie, z połowy nie wiedziałem o co chodzi. Kupiłem ksiązkę o webowej Javie, bo według Pracuj.pl na to było największe ciśnienie. Przyszedł maj. Matura. The hell! Matma, fizyka rozszerzona, a ja poświęciłem dość skromną ilość czasu. I to tylko na to pierwsze. No dobra, wszystko trzeba przeżyć. Ale gdzie ten MakeShot i moja przyszłość? Czy to na pewno MakeShot? Pierwszego maja wysłałem pierwsze CV, tylko i wyłącznie do firm wrocławskich, bo to jest supermiasto, a nie to co Poznań Udało się, zaprosili mnie na rozmowę jakoś po tygodniu. Zaznaczę, że w CV pisałem prawdę i nie tylko prawdę - świeżo po LO, opisany MakeShot, na potrzeby CV zacząłem tworzyć gównoprojekt związany z innym moim hobby, piwowarstwem, jakoś go opisałem, że dużo zrobiłem (a dopiero zacząłem, lol). No dobra, jadę! Stres. Ło. A w biurze? Startup. Luźna atmosfera (gif, nawiązując ), świetni ludzie i dla mnie ogromne doświadczenie. Rozmowa oprócz o pogadanki o mnie i o tym co robią w firmie, w 90% składała się z typowych pytań rekrutacyjnych dot. Javy. Jakbym się przyłożył i wykuł, to bym się dostał. Ale się nie dostałem. Oficjalny powód to, że "szukają kogoś z większym doświadczeniem", ale bądźmy szczerzy - umiałem większe gówno niż umiem teraz Trochę szkoda, bo chciałbym tam pracować (i mam zamiar w przyszłym roku tam ponownie aplikować ). Nie poddałem się. Kolejny telefon, kolejna firma - PGF Urtica. cotokurnajest.png. Zadupie przy granicy Wrocławia, ludzie cierpcy i nieprzyjemni, nie zwracali uwagi na to co mówiłem. Rozmowa trwała 15 minut. Wstałem o 6, żeby być na 8:30 i o 8:45 jechać do domu. Noszkurna.png. Pytali o rzeczy, których nawet w CV nie miałem wpisane, co im miałem powiedzieć, no nic. Zaproponowali mi staż w zamian za wykonanie zadania domowego. Zgodziłem się. Pojechałem do domu, czytam maila i od razu do kosza - niziemnego bym chciał tam pracować. Szkoda zdrowia. Morale opadły, bo to już druga firma na 10 CV, a nikt inny nie kwapi sie do zaproszenia na rozmowę. Z pomocą przyszedł @TheDoom, który mieszkając w Poznaniu zaproponował, żebym wysłał CV tam. No i wysłałem. Kilka firm, co miały w wymaganych doświadczeniu wpisanego <= 1 rok. Jedna mnie zaprosiła. Jedziemy! Osiedle typowych blokowisk PRLu, zielono, ale ponuro. Pomiędzy wieżowcami spory dom wielorodzinny, jak się później okazało zaadaptowany na biurowiec. Wbijam, 3 piętro po schodach. Zero informacji czy to tu, czy nie, dzwonka nie ma. Puk puk. Słyszę obcasy, zaprasza mnie do środka. Przychodzi szef w rybaczkach i traperach, kompletnie nie powiedziałbym, że prowadzi firmę Zaczyna mój temat, opowiadam mu o sobie. Pyta czy mam gdzieś tą aplikacje. No raczej! Przynosi Maca od Apple, odpala stronę i coś wtedy chwyciło. Strona bardzo mu się spodobała, sama aplikacja ze screenshotów też. Wszedł na githuba, ale poprosiłem go, żeby nie przyglądał się za bardzo źródłom, bo z jakości kodu dumny nie jestem. Wróciliśmy do tematu wiedzy z Javy i zaczął mnie przepytywać. Pierwsze pytanie, nie wiem. Drugie, coś tam się jąkam. Zaczyna zadawać trzecie, ja już upocony, wbija drugi szef. Uff, chwila przerwy. Rozmowa coś tam, szybki rzut okiem na moje CV - "o, Szinek, jesteś piwowarem!" No dobra, pogadaliśmy chwile o tym. Koniec, powrót do programowania. Zaproponowali mi również zadanie domowe, nie dali terminu - tydzień: "spoko", dwa: "też", trzy "już mniej, ale też okej". Powiedziałem im, że zrobię do końca weekendu (była środa). Wychodzę, wsiadam w auto, jadę do Ikei i telefon: jeden z szefów dzwoni, że mi wysłał polecenie na maila. No supcio, będę w domu za X godzin, to zajrze, będziemy w kontakcie. (..) Odczytuje maila: prosta aplikacja zarzadzania książkami w bibliotece, wymagane technologie i linki do tutoriali z nimi związanych. Rotfl. Wysłałem aplikacje o ustalonym terminie, a nazajutrz telefon, że zaczynam od środy. lol. I tak oto zostałem programistą. 28 maja, z gównopensją na gównoumowie, ale hobby przekształciłem w pracę. Super! Lubię myśleć, że to MakeShot w jakimś stopniu załatwił mi tą pracę, ale coś czuję, że piwowarstwo też miało w tym swój udział Potem warzyliśmy piwo u szefa w domu nawet. No! Programowałem! A co programowałem, jak programowałem, po co i dla kogo - o tym w kolejnym wpisie. Wnioski z radami jakie mogę z tego wpisu wyciągnąć: programuj jak najwięcej, programuj cokolwiek ci przyjdzie do głowy. Skup sie na jednej technologii w podstawowym wymiarzem, nie przejmuj sie bibliotekami i frameworkami - jak dobrze poznasz rdzeń języka, to reszta przyjdzie z łatwością. Stwórz również coś dużego (MakeShot 30k linii w Javie+nieliczona strona serwerowa, na przykład), żeby mieć się czym pochwalić przed ewentualnym pracodawcą. "technologia X interview questions" - oj, przyda się wiedza stamtąd. Poza tym czytać strony branżowe, dobrze wiedzieć co się dzieje, jakie zmiany technologia przechodzi. W moim wypadku jest to reddit: /r/java, /r/programming; dzone, forum.4programmers. W następnym wpisie jak to w pracy wygląda. Aha, nie czytałem tego ponownie - nie chciało mi się :v Stylistyka chyba jest okej. P.S. W nienawiści do robaka S A D B O Y S 2 0 1 6 ( ͡º ͜ʖ͡º)
  3. 1 point
    Pierwszy wpis na moim publicznym dzienniczku niech będzie jednym z tych bardziej teoretycznych. Nie jest to zgodne ze strategią, by umieszczać najtrudniejsze rzeczy do przerobienia w środku, gdyż napędzeni tymi prostszymi, łatwiej je sobie przyswoimy, ale nie będę tutaj tłumaczył mechaniki kwantowej, więc każdy powinien zrozumieć mój przekaz. Każdy z Was pewnie pamięta jak zaczynał swoją przygodę z zarabianiem w Internecie. I tutaj już przechodzimy do sedna tego wpisu - każdy zaczynał inaczej, nieprawdaż? Różnice były mniejsze, czy większe. Ja, jak chyba jeszcze spora część zaczynałem swego rodzaju zarabianie na Lockerz (pierwszy poważniejszy serwis z nagrodami w zamian za zbieranie punktów przez różne aktywności na stronie) w 2009 roku. Chociaż, będąc szczerym, kilka centów w 2007 zarobiłem na b@xach. Jednak, chodzi mi o to, że nie każdy wziął się tutaj z Lockerz przecież. Sam początek to jeszcze okej, ludzie biorą się z różnych miejsc, ale gromadzą w jedno, tak można to argumentować. Ale co z dalszą drogą typowego earnera? Co takiego robi potem? Po forum widać, że zdecydowana większość kieruje się w PPA lub CPA i ich pochodne. Zastanawiam się jaki jest tego powód. Czy powodem może być stosunek praca-zarobki? Bo, umówmy się, w tych dwóch dziedzinach jest najlepszy (do pewnego momentu, o czym zaraz). Niestety, moim zdaniem jest to zła droga. A wciąż agresywnie promowana przez polskie fora o zarabianiu, jak i same serwisy PPA czy CPA. Zauważcie, że tylko one się promują bezpośrednio, to one szukają narybku, reszta tego nie robi. Na zagranicznych forach, owszem, istnieją takie działy, ale co najciekawsze, nie są one zbytnio popularne. Dlaczego? Otóż, uważam, że PPA i CPA może być swego rodzaju samouczkiem, ale niczym więcej. Sposobem na zarabianie całkiem pokaźnych sum pieniędzy, takich, że odczujemy, że nasza sytuacja finansowa się poprawiła. A takie wrażenie też wiele uczy człowieka. PPA i CPA uczy również wszystkich mechanizmów istniejących typowo w zarabianiu przez Internet, obsługiwania portfeli internetowych, rozliczania się z podatków, uczy, czasem boleśnie czym jest konkurencja itd. Idealne na start, gdyż kapitał potrzebny do startu w tych metodach jest minimalny, czasem nawet zerowy, więc nawet jak coś nie powiedzie się według naszych myśli, to dużo nie tracimy. W zasadzie nie tracimy nic, tylko to co sobie sami wypracowaliśmy. 1) Załóżmy, że ktoś po jakimś okresie pracy osiągnął magiczną dniówkę $100 dziennie. Co potem? Błędem, który tak przy okazji mogę wytknąć, jest spoczywanie na laurach. To co odróżnia zarabianie przez Internet od zwykłej pracy, to to, że w każdej chwili możemy przerwać (jeśli stanowi to dodatkowe źródło naszych zarobków). I to, paradoksalnie, jest zgubą wielu. Nieruszany, niedopieszczany projekt, prowadzony na autopilocie "bo 100$ chciałem osiągnąć" potrafi bardzo szybko przestać przynosić zyski. Jest to właśnie zguba tych dwóch metod, tak u nas popularnych - niestabilność. 2) No dobrze, ktoś przygotował wszystko tak jak należy, wszelkie wskaźniki, takie jak CTR czy CR wyglądają u niego wzorowo. Teraz chce zarabiać więcej, chce to rozszerzyć. Tu pojawia się drugi problem - brak skalowalności. Nie możemy niczego testować na małej próbce ruchu, powoli iść do góry, małymi kroczkami. Albo zgarniamy większość ruchu, czyli tyle ile możemy (100% nigdy nie osiągniemy), albo naszą stronę odwiedzają roboty i zagubieni w wyszukiwarce ludzie. Tu jesteś albo na szczycie, albo na dnie. 3) Skoro mówimy o braku skalowalności w przypadku CPA i PPA, to musimy też ująć temat samych wielkości zysku w tych metodach. Jakie są? A no, dodając do tego straszną niestabilność, oraz porównując inne metody wcale nie dużo. $200 dziennie to jest już naprawdę coś. Ile razy widzieliście np. $1000 dziennie? Odliczając promowanie ofert bezpośrednio, takich przypadków widziałem kilka (nie wiemy nigdy przez ile u takiego earnera takie zarobki się utrzymywały, przypominam). 4) Najważniejszy argument, który wysuwam, "last but not least" - etyczność. Już długi czas temu pomyślałem sobie - czy chcę do końca życia zarabiać w ten sposób? Może moja opinia będzie kontrowersyjna, ale dla mnie te metody jako stała praca są żerowaniem na ludziach, czymś w rodzaju sawardegi. Nie tworzymy nic, a jedyne z czego możemy być dumni, to nie efekty naszej pracy, a zarobki. A czy w życiu najważniejsze są pieniądze? Niech każdy sobie odpowie sam. A tak w ogóle, drogi czytelniku, to czy doszedłeś do czego zmierzam? Za pewne nie. Spieszę z wyjaśnieniem - rozwijajmy się. PPA i CPA ciężko nazwać samym marketingiem internetowym, a wierzę, że wielu tutaj by chciało pracować w tej branży, ja w sumie też to planuję. Inne metody wymagają więcej pracy, owszem. Ale, nie dość, że przynoszą stały dochód, poznajemy wiele ludzi, na dłużej, nasze projekty, jeśli dobrze przemyślane i testowane, są skazane na sukces (skalowalność), i przede wszystkim, możemy pochwalić się bliskim, czy to publicznie jaką markę wypromowaliśmy, czy czym po prostu ostatnio zawirowaliśmy część Internetu. Dla mnie to o wiele lepsza wizja niż klepanie dolarów i liczenie na leady z Francji. Dwie metody przytoczone przeze mnie w tym wpisie, to swego rodzaju czarne dziury zarabiania przez Internet. Łudzimy się łatwą i szybką kasą, że będziemy zarabiać naprawdę krocie, a zapominamy, żeby tak się działo, to musimy być w tym ułamku procenta najlepszych, którym się udało, przy lekkiej pomocy algorytmów i czynników losowych. Na koniec dodam, że mój tekst jest raczej skierowany do tych, którzy poważnie myślą nad powiązaniem swojego życia zawodowego z zarabiania za pomocą Internetu. Ci, którzy traktują to jako dodatkowy zarobek (bądź są jeszcze zbyt młodzi, by zaprzątać swoje głowy planowaniem przyszłości), mogą w spokoju odetchnąć - PPA i CPA to w sumie nic złego, i ja w zupełności toleruję zarabianie na tych metodach. Ale nie toleruje narzekania, że nie ma nagle pieniędzy, że kiedyś były, teraz nie ma. Doskonale wiedziałeś w co się pakujesz, więc teraz musisz przyjąć to z pokorą i albo zaczynać od nowa to samo, albo obrać inną drogę. Wybór należy do Ciebie. Z depeszowskimi (słuchałem w trakcie) pozdrowieniami, Termik