Skocz do zawartości

Muraszczyk

Elita
  • Liczba zawartości

    759
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    35

Ostatnia wygrana Muraszczyk w dniu 30 Maj

Użytkownicy przyznają Muraszczyk punkty reputacji!

Reputacja

1021 Pro Earner

12 obserwujących

O Muraszczyk

  • Tytuł
    Poziom 5
  • Urodziny 05.01.1995

Informacje

  • Płeć:
    Mężczyzna
  • Zarabiam na
    PPA

Ostatnie wizyty

7697 wyświetleń profilu
  1. Dzień 13 / 30 standardowo grafika ale tym razem bez komentarza, nie ma co się rozwodzić, trzeba coś z tym zrobić Jeśli chodzi o poboczne kwestie, to dopiero się zorientowałem że wybił mi tysięczny punkt reputacji jako 16 osobie na forum. W życiu mi to nie pomoże, taki banał, a na chwile ucieszył . A będąc przy statystykach warto wspomnieć że temat dziennika zaraz wybije 40 tysięcy wyświetleń i ustępuje na ten moment tylko dziennikowi Yosa sprzed 6 lat. Skłoniło mnie to do refleksji że skala w jakiej obecnie żyjemy jest niesamowita. Z jednej strony 40 tysięcy wyświetleń wydaje się dużą liczbą, z drugiej to zapewne "zaledwie" kilkaset unikalnych osób na przestrzeni tych lat, a to w świecie marketingu nie dałoby mi nawet miana "mikro influencera". Zasięgiem ustąpiłbym pierwszej lepszej licealistce, która wrzuca foteczki jedzenia, te z dziubkiem czy czasem fotkę z dziwnego kąta że akurat, całkowicie przypadkiem uwidoczniła swoje młodzieńczo kobiece atuty . Mimo wszystko fajnie że realnie ktoś tu zagląda. Dla mnie to "fabryka wspomnień" patrząc chociażby na pierwszy wpis, pewnego rodzaju terapia czy próba polepszenia siebie samego, a mimo to ktoś znajduje w tym jakąś wartość skoro wraca. Jest to miłe, dzięki traktuje tego typu książki z przymrużeniem oka. Poczytać nie zaszkodzi, jak pisałem- jest to miła chwila, nie poszukiwanie jakiś wartości które zaraz zmienią moje życie nie wiem na ile dokładnie czytałeś ten dziennik, także pozwolę sobie dać luźny zarys. Generalnie do liceum byłem beztroskim bananowym chłopcem który nic nie musiał, a wszystko miał. Mniej więcej w liceum się zaczynało psuć (jeszcze w tym okresie nadal było "bardzo dobrze" ale już "gorzej") i doszło do sytuacji, które opisywałem kilka stron temu ale w skrócie- do skrajnych sytuacji z drugiej strony (finansowo). To zderzenie z rzeczywistością było dla mnie niesamowicie trudne i w pierwszej fazie jako 19 latek po prostu żyłem jak maszyna. Nie chciałem rezygnować z trybu życia do którego zostałem przyzwyczajony, nie potrafiłem "zejść na ziemie". Zawsze coś dłubałem przy komputerze, w internecie więc postanowiłem dać sobie szansę i się z tym zderzać, wiadomo- organizm wybaczał w tamtym wieku. Osiem kaw dziennie, maratony +40h bez snu, próby snu polifazowego etc... innymi słowy nie umiejąc się organizować, po prostu szargałem sobie zdrowie. Do póki to było możliwe to i wyniki miałem dobre. Z czasem okazało się że organizm już mi na to nie pozwala, a ja dodatkowo jestem strzępkiem nerwów przez to wszystko co się działo i co robiłem. Wyszło kilka problemów ze zdrowiem, z tarczycą etc... I tu się zaczęło organizowanie tego wszystkiego na nowo, miałem wtedy 23 lata. Przez ten czas rzuciłem papierosy, przestałem pić alkohol, imprezować, unormowałem tryb dobowy, utrzymuje dietę, całkowicie zrezygnowałem z cukru, regularnie ćwiczę i tak dalej... To dało mi jasną odpowiedź że tak jest po prostu lepiej i że trzeba sobie to jakoś poukładać zamiast tryhardować czy szukać magicznych metod motywacji jak nie ma fundamentów. A jeszcze innymi słowy- zacząłem dążyć do takich efektów jakie osiągałem tą obsesyjną pracę, jednak tym razem zdecydowałem zrobić to jednocześnie nad tym panując w nietoksyczny sposób. Zapędy do tego miałem zawsze, choć nigdy nie miałem naturalnych autorytetów w tej dziedzinie np w rodzicach. W pewnym sensie nie chciałem być "taki jak oni". Dużo zarabiali ale i ciągle pracowali, jak wracali byli zmęczeni i na nic nie mieli czasu. Stąd w sposób naturalny od zawsze chciałem być wolny i niezależny. Z wiekiem zauważyłem że tylko praca na własną rękę daje taką możliwość, a wszystkie te problemy popchnęły mnie żeby zacząć. Był to trochę akt desperacji, gdzie szukałem w internacie czegoś co pomogłoby mi zmienić tą sytuacje w której się znalazłem. Jakiś czas później trafiłem na to forum i się zaczęło. W mojej opinii ceną wolności i niezależności jest właśnie umiejętne zorganizowanie tego wszystkiego i bycie efektywnym, bo przecież jako przedsiębiorca nie mamy na nic gwarancji. Po prostu na dłuższą metę nie ma innej drogi niż organizacja i systematyczność, w "krótkim biegu" można inaczej ale to mnie nie interesuje. Uważam też że tego typu praca wymaga szczerości przed samym sobą, bo jako ludzie lubimy myśleć o sobie dobrze, a nie zawsze tacy jesteśmy. Stąd też pojawiły się tego typu systemy które sprawdzają mnie przed samym sobą Jeśli natomiast chodzi o etat, to nigdy w życiu nie pracowałem w takiej formie. W internecie zacząłem jak miałem 19 lat, a w wieku 21 lat miałem już działalność którą zresztą mam do teraz. Będąc tym bananowym chłopcem miałem kiedyś jechać na jakieś zbiory z kolegami ale usłyszałem od rodziców żebym się nie wygłupiał... żebym posprzątał pokój i dadzą mi te 50 czy 100 zł, takie to wychowanie było 😆.
  2. Dzień 11, 12 / 30 sobota była w miarę dobra, niedziela to prawie dzień wolny. Miałem trochę innych obowiązków ale też najzwyczajniej w świecie "nie miałem weny", a w końcu piszemy o kreacji nowych stron w tym czasie. Także wynik jest tragiczny ale to za wcześnie na lincz, bo gdzieś tam się nakręcam, a to nawet nie połowa czasu tego "wyzwania". Celem jest wyciśnięcie z tej "powojennej" wersji siebie wyniku na poziomie średniej produktywności "przeciętnego" pracownika. Osiągnięcie "przyzwoitego" wyniku produktywności przy pracy którą sam dysponuje będzie i tak dość dużym sukcesem po tak długim czasie "bujania w chmurach". Innymi słowy- przeskok z osoby niezaangażowanej w to w wszystko do osoby zaangażowanej przeciętnie w 30 dni brzmi nieźle. Póki co linia trendu nie pokazałby "nawet" tych 63h, jednak wyraźnie czuje że jest lepiej i wykres gdzieś tam zacznie pikować. Dobrze że zaznaczasz że to Twoje zdanie, bo to faktycznie kwestia opinii. Punkty są ogólne ponieważ mapa myśli ma być jasna, przejrzysta, a każdy z punktów ma osobne notatki (o czym pisałem "etap drugi"). Co do kartki papieru. Naturalnie próbowałem to robić w taki jak i setki innych sposobów, a finalnie najbardziej odpowiada mi to co robię obecnie (a przecież "etap trzeci" to również notatki). Jeśli chodzi o sztywną checklistę, to nie jestem jej fanem. Swoją drogą "doczytuje" książkę "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" autorstwa Dale Carnegie'a, którą kiedyś porzuciłem na 2-setnej stronie. Nie dowiaduje się z niej raczej niczego nowego ale poczytać zawsze warto. Jest to miła chwila na balkonie przy słoneczku po południu i chyba powstanie z tego jakaś rutyna
  3. Dzień 9,10 / 30 takie sobie wyniki ale miałem po prostu mało pracy dopinając wszystko co robiłem. Od dzisiaj zaczyna się kreacja, a więc dzienny potencjał pracy jest tak naprawdę nieograniczony, a jedynym ograniczeniem może być utrzymanie skupienia. Mam do edycji: jeden lp, jedną stronę do kompletnej przebudowy łącznie z przeniesieniem na nową domenę oraz plan na trzy jednoniszowe LP na expirkach które już mam. Także wyniki produktywności mogą naprawdę mocno podskoczyć i powinny, bo to już 1/3 tego challengu, a wynik odbiega od założeń. Nie powinno być z tym problemu, bo nawet nad kilkoma grafikami można się czasem nieźle zasiedzieć Póki co jestem z siebie o tyle zadowolony że realnie powiedziałem że coś robię i to robię. Wiemy jak wiele powstaje dzienników z wielkimi planami które znikają po jednym lub kilku wpisach. Chyba każdy kto prowadził dziennik dłużej niż trochę doskonale wie że bywa ciężko utrzymać dziennik w formie "codziennika". Co więcej, to co tutaj robię, robię dla siebie. Nie jest to budowanie swojego ego, polepszanie samooceny wrzucaniem dnióweczek tylko realna próba polepszenia się w danym obszarze, co dla wielu osób może być nawet nudne. Mimo to uważam że taka forma gdzieś tam finalnie ma większą wartość niż kolejny czysto zarobkowy dziennik.
  4. Dzień 8 / 30 Wczoraj nie było źle, zrobiłem co miałem zrobić ale przejście do innego segmentu pracy już mnie wybiło. Muszę popracować nad przenoszeniem skupienia między zadaniami. Obecny wynik produktywności jest słaby ale spodziewałem się że pierwsze dni próby wejścia na wyżyny łatwe nie będą. Póki co jestem zadowolony że realnie codziennie utrzymuje jakiś poziom. Chcę skończyć ten challenge żeby zobaczyć na ile mnie stać w tym bądź co bądź nadal kiepskim stanie z którego powoli wychodzę. Odnośnie tego że miałem wczoraj przycisnąć to mawia się że można mieć albo wyniki albo wymówki ale nie można mieć tego i tego jednocześnie. Także nie tracąc na to czasu już się zamykam i zaczynam kolejny dzień
  5. Dzień 7 / 30 dzisiejszy dzień jest dniem gdzie mocno przycisnę produktywność, czuję to w kościach, wynik już jutro @Korona Dzięki, odpowiem w szerszej odpowiedzi do Mormo, bo między wszystkim w pytaniach to jedno "A co z planowaniem?" się powtarza Dzięki. Generalnie uważam że pomaga jednak jeśli dana osoba nie miała z tym styczności, to może się zniechęcić w pierwszym w kontakcie. Większość ludzi myśli że pracuje dużo i ciężko, a zderzenie się z tym jak jest naprawdę, na ile potrafią utrzymać to skupienie może być bolesne. Jeśli chodzi o to rozpraszanie to musisz nad tym popracować. Ja również kiedyś sprawdzałem serpy czy dniówkę po 20 razy dziennie. Obecnie ustawiłem sobie automatyczne odświeżanie serp co dany czas i po prostu staram nie sprawdzać tego częściej patrząc jedynie na krzywą jak to idzie. Co do zarobków to warto się rozejrzeć czy sieć nie ma jakiejś apki która np jak ta od Ogads wysyła powiadomienia co godzinę z podsumowaniem zarobków z tej godziny co nie koliduje z pracą, a daje jasny komunikat bez konieczności logowania . Natomiast z fejsa polecam definitywnie zrezygnować i zostawić sobie samego messengera do kontaktu, a w godzinach pracy wyłączać powiadomienia z apki na godzinę czy nawet 8 godzin. Moje planowanie ma wiele etapów i próbowałem to robić na najróżniejsze sposoby. Swojego czasu miałem nawet Goole Sheets z masą funkcji odliczającymi czas, odnoszącymi wszystko co robię do średnich, jakieś dynamiczne progressbary czy checklisty ale finalnie było to dość męczące. Obecnie dzielę pracę na etapy, czyli planuje co chcę robić w najbliższym czasie i do póki nie skończę tego etapu to nie zaczynam następnego. Tego typu praca ma etapy: Pierwszy czyli utworzenie mapy myśli w X-Mind (darmowa wersja), na potrzeby wpisu przygotowałem poglądowy "Etap I", bo w swoim mam naturalnie jakieś notatki, czy nazwy stron Czerwony kolor to nieruszone zadanie, pomarańczowe to zadanie które zostało ruszone ale nie jest skończone, zielone ukończone. Taki diagram to rdzeń tego co jest do zrobienia w najbliższym czasie, ma to być ogólne i przedstawione wizualne. Ciekawy trick to export mapy myśli jako obrazka i przeciągnięcie tego obrazka do chrome dzięki czemu uzyskamy adres (możemy oczywiście ręcznie wpisać lokalizacje z pulpitu/folderu) a ten adres możemy finalnie ustawić jako stronę startową czy przypiętą stronę. Dzięki czemu przy każdym odpaleniu wyszukiwarki zobaczymy nasz diagram z kolorkami . (który odświeży się i zmieni kolory przy każdym nadpisaniu aż do "zieloności") Drugi etap to realne rozpisanie tych zadań, wiedza na temat tego co realnie chcemy zrobić. Możemy to robić ogólnie lub szczegółowo rozpisując każdy punk "szukania niszy" czy "kreacji". Tu już jak kto woli, natomiast dobrze mieć jakiś pomocniczy dokument rozwijający co tak naprawdę progresujemy na tej mapie myśli. Trzeci to standardowo pusta kartka papieru czy notes każdego dnia. Ja codziennie rano piszę przez chwilę do siebie samego (^_^), wylewam jakieś tam myśli, a następnie przechodzę do tego "co powinienem dzisiaj zrobić". Nie są to szczegółowe opisy, a raczej przypomnienie sobie z samego rana co powinienem lub czasem co muszę. Jestem raczej przeciwnikiem checklisty na dany dzień ale przypomnienie "dzisiaj powinienem zrobić to i to" działa dobrze. Wspominając o sesjach pomodoro miałem na myśli po prostu sesję pracy o danej długości z przerwą. Nie korzystam z apek do pomodoro od jakiegoś czasu. Przygotowuje wszystko, wybieram zadanie, zaczynam pracować i kończę jak tylko tracę skupienie, zawieszam się nad czymś. Zwykle taka sesja to 20-50 minut. Innymi słowy nie wpisuje się w sztywne ramy, a zamiast tego obserwuje swój organizm. Nie robię też przerw o konkretnej długości, czasem są one 5 minutowe czasem o wiele dłuższe. Tym właśnie możesz się wypalać. Poczytaj sobie o fazach aktywności naszego mózgu, ma on fale beta, alfa, gamma etc. Nawet jeśli byś bardzo chciał i był niewiarygodnie zdyscyplinowany, to Twój mózg działa z danym rytmem. Niżej ciekawy artykuł na ten temat, a jego sedno to: "The ideal work-to-break ratio was 52 minutes of work, followed by 17 minutes of rest. People who maintained this schedule had a unique level of focus in their work. For roughly an hour at a time, they were 100% dedicated to the task they needed to accomplish. They didn’t check Facebook "real quick" or get distracted by emails." https://www.businessinsider.com/this-is-the-perfect-amount-of-time-to-work-each-day-2016-1?IR=T 4h realnej produktywnej pracy to już naprawdę sporo. To co bym zalecał to raczej optymalizacja tego jak pracujesz aniżeli próby robienia tego dłużej Tak, ostatnio kupiłem sobie nawet premixy Może robienie własnych z użyciem baz i aromatów jest bardziej ekonomiczne ale gotowe premixy są zdecydowanie lepsze przynajmniej w moim przypadku Kompletnie mi to nie przeszkadza, a zdarzają się nawet osoby które nie wypowiadają się publicznie tylko uderzają na pw . Było nawet kilka sytuacji że ktoś napisał mi prywatną wiadomość że np "od dość dawna śledzi mój dziennik incognito" czy odnosi się do czego o czym pisałem, np opisując swoje problemy prawne w dzienniku otrzymałem pw od osoby która zmagała się z czymś podobnym i dała mi zbiór rad. Także nie ma poczucia że te wpisy giną gdzieś tam w eterze forum To zdecydowanie jeden z najgorszych nawyków jaki można mieć i piszę to jako osoba która przez długi czas miała z tym ogromny problem, piła 8 kaw dziennie, robiła maratony bez snu po nawet 40h, czy aktywnie testowała sen polifazowy. Nasz mózg jak i cały organizm działa w danym trybie dobowym. Większość osób uprawiających sport na poziomie ponad amatorskim jest tego świadoma i żeby zapewnić sobie odpowiednią regeneracje pilnuje właśnie snu. Nie mam czasu szukać konkretnych badań, źródeł ale z tego co pamiętam, to najlepsza regeneracja mięśni oraz neuronów jest podczas snu w godzinach między 22 a 1 w nocy, a następnie okienko (ale już słabsze) jest między 7 a 9 rano. Innymi słowy ten sen za dnia jest po prostu gorszy- potrzeba go więcej, a mniej nam daje. Od dłuższego czasu chodzę spać między 22 a 23, a budzik mam bezwzględnie na 8:00 każdego dnia. Nie oznacza to wcale że wstaję 8:00 czy też że śpię aż 10 godzin. Zwykle budzę się bez budzika między 6 a 7 a rano, czyli mogę powiedzieć że mam już unormowany zegar biologiczny. Budzik to tylko taka ostatnia bramka. Także to co polecam to nastawienie budzika na bezwzględną godzinę każdego dnia (codziennie tą samą, czy też łagodniej- tą samą na tygodniu) i pilnowanie się tego. Nie ustawiaj budzika, nie wyliczaj ile będziesz spał tylko wyznacz godzinę i się tego pilnuj. Niezależnie czy pójdziesz spać o 22 czy 1 w nocy, niech budzik będzie zawsze na wybraną godzinę np 8:00. Po pewnym czasie się to unormuje i być może będziesz się budził w pełni wyspany nawet bez budzika . Dobra, dziękuje za pytania, mam nadzieję że odpowiedziałem wyczerpująco. Kawa skończona, biorę się za swoją pracę, do jutra
  6. Dzień 6 / 30 wczoraj dodałem wpis przed jakimiś problemami z forum i nie wyświetlił się w "najnowszych postach", natomiast jak widać powyżej- nie zapomniałem Dzisiaj suchy wpis. Mogę jedynie dodać że wyniki może nie robią wrażenia ale jak już coś robię to produktywność i skupienie są na naprawdę dobrym poziomie.
  7. Dzień 4 / 30 miałem wszystko przygotowane do pracy, więc poszło bardzo intensywnie, produktywność nie powala ale zrobiłem to co chciałem. Poza pracą miałem kilka innych aktywności które musiałem wykonać i po skończeniu tego co było przygotowane nie miałem już weny żeby zaczynać jakiś nowy segment pracy. Dzisiaj krótszy wpis o mnie ale chciałbym dodać że cel minimalny "clocked hours" widocznych na wykresie podczas tych 30 dni to 2,88 h * 22 (dni)= ~ 63,4h (a więc średnia dzienna produktywność pracującej osoby- 2h 53 min podczas 8 godzin pracy X 22 dni pracujące z 30 dni, a więc 30 dni - 4 weekendy = 22 robocze) Źródło: https://www.vouchercloud.com/resources/office-worker-productivity (mają błąd w tytule "2h 23 min") Ciekawy cytat ze strony która opisywała badanie: "This is particularly good news for freelancers and others who work from home. It's easy to feel like you're not "doing" enough when you don't have to go into an office. Yet this research suggests that if you're productive for just three hours a day, you're outputting the same amount as someone in the office for eight hours." Druga średnia do której chciałbym się odnieść to dane z U.S. Bureau of labor statistics, czyli biuro statystyk USA, zakładam że coś ala nasz GUS. "Working and work-related activities were performed by 50 percent of men and 39 percent of women on an average day in 2018. On average, men spent 4.2 hours per day on work and related activities, while women spend 3.0 hours— note that these averages account for all 7 days of the week. On days they engaged in working and work-related activities, men spent an average of 8.4 hours and women spent an average of 7.8 hours." Źródło i dużo ciekawych danych: https://www.bls.gov/opub/ted/2019/on-an-average-day-in-2018-men-spent-5-point-7-hours-on-leisure-and-sports-women-spent-4-point-9-hours.htm W tym wypadku dane pokażą średnie zaangażowanie w prace i aktywności z nią związane na poziomie 3,57h, a to już sporo pracy, co nie dziwi bo sami amerykanie uważają się za bardzo ciężko pracujący naród.
  8. Dzień 3 / 30 już ponad rok nie pracowałem na pełnych obrotach, za długo robiłem za mało żeby coś się nagle zmieniło. Obecnie ta produktywność na "dobry dzień" to 2-3h, gdzie można już sporo zrobić ale chcąc nadrobić ten jałowy okres trzeba przycisnąć mocniej. Im dłużej utrzymam to co robię tym lepiej będzie każdego kolejnego dnia, bo ja nie uczę się od nowa tylko potrzebuje wrócić do tego co już skutecznie robiłem przez długi czas. Dzień otworzyła na dobre jakaś mocna wiertareczka u sąsiada od 8:00 😆. Dzisiaj mam trochę do zrobienia poza internetami ale jakoś to sobie poukładam żeby jednak coś podziałać. Jeśli chodzi o zabawę w optymalizacje strony to finalnie dałem radę to podkręcić nie psując działania strony. Zredukowałem kilka niepotrzebnych sekcji czy pojedynczych elementów które tak naprawdę nic nie wnosiły, a ich ładowanie wciągało trochę zasobów. Poniższe wyniki to raczej zabawa, nie jest to jakaś konieczność przy robieniu SEO. Oczywiście jakieś standardy trzeba spełniać ale niech to będzie rozmiar strony max 1mb, a ładowanie w okolicy 1s. Dopieszczanie takich wyników to już często niepotrzebna kosmetyka, która może rozbić działanie strony. Ja miałem ochotę się tym pobawić, odświeżyć sobie wiedzę ale też się dużo nauczyć, bo tak jak wspominałem to wiązało się z realną edycją kodu, mieszaniem w css i tak dalej- nie polegało to na instalacji wtyczek, nie działam na wp. Strona została zmniejszona do tak naprawdę czystego htmla z odniesieniami do js czy cs których nie ma dużo, a te które są ładują się poprawnie. Strona działa bardzo szybko, była to generalnie fajna zabawa ale jakiejś wielkiej nagrody od wujka google się nie spodziewam . Ta strona posłużyła mi jako schemat gdzie wdrożyłem czy spróbowałem wszystkiego. Część rozwiązań zastosuje na wszystkich innych stronach, co zajmie bardzo mało czasu, a da solidny wynik bo to tak naprawdę w dużej części gotowe kody które należy wkleić czy usunąć, a czas był potrzebny do znalezienia tych właściwych rozwiązań.
  9. Dzień 2 / 30 Póki co odpowiada mi podsumowanie dnia poprzedniego z rana dnia kolejnego Dzisiaj mam ten dzień gdzie obudziłem się przed 4, próbowałem zasnąć ale coś nie szło. Być może jestem tak podekscytowany wizytą u fryzjera po południu że aż nie mogłem zasnąć, może... przyznam że nigdy się tak nie cieszyłem na myśl że wreszcie ogarnę tą zjawiskową czuprynę rodem z połowy 20 wieku. Moja ostatnia wizyta została odwołana dosłownie na kilka dni przed zamknięciem salonów, także no... jest źle ale będzie lepiej już po południu. Jeśli chodzi o produktywność to wczoraj znowu nie było źle ale nic specjalnego. Zrobiłem co miałem zrobić i wyniki testów są już mocno lepsze niż te wyżej, które i tak były niezłe. Grafiki wrzucę w jutrzejszym wpisie, bo uważam że dodają uroku ale co za dużo to niezdrowo. Miałem wczoraj taki moment że po prostu zacząłem bezproduktywnie dłubać w kodzie i robić inne mało wartościowe czynności. Jak tyko sobie to uświadomiłem to przerwałem pracę, bo było to już na siłę, bez pomysłu. Wykonałem w tym czasie inne aktywności, a dzisiaj po raz kolejny spróbuje podbić poprzeczkę produktywności Podepnę czasem swoją wypowiedz w której wyjaśniałem czym jest ten czas który mierzę:
  10. Dzień 1 / 30 Biorąc pod uwagę że całe popołudnie spędziłem poza domen załatwiając jakieś tam sprawy, trochę ogarnąłem w mieszkaniu i zrobiłem godzinny trening, to nie był najgorszy dzień. Mimo to może lepiej nawet w krotnościach, także dzisiaj mając cały luźny dzień do dyspozycji- postaram się podbić. Wczoraj bawiłem się trochę w poprawienie szybkości jednej ze stron szukając ulepszeń dla wszystkich innych. Niektóre z nich mają 2-3 lata więc potrzebują konkretnego odświeżenia. Zaczynałem z poziomu 48 mobilnego google insight i ~ 70 na gmetrix. Wyniki są już w porządku ponieważ z tego typu optymalizacją nie ma sensu przesadzać. Jestem wstanie dociągnąć wskaźniki bliżej 100 jednak koliduje to z poprawnym działaniem strony. Co więcej nie są to strony na WP, bo z niego w ostatnich latach nie korzystam w ogóle. Strony tworzę różnymi kreatorami, a na ten moment mam już tak naprawdę własne schematy na ich postawie. Także była to generalnie zabawa w kodzie, nie instalowanie wtyczek. Wynik google dekstop to 98, tego nie ma sensu pokazywać, bo akurat to dość łatwe. Wynik ładownia z gmetrix trzeba brać z przymrużeniem oka, bo zwykle przechodzi to przez serwer Vancouver, choć średnia to prawie 8 sekund, także i tak jest nieźle. Pingdom pokazuje na ten moment 1,2s ładowania i tutaj naturalnie postaram się zjechać poniżej 1s. Strony które edytuje są trochę upierdliwe, bo robiąc je lata temu przenosiłem te ładne kolorowe bloczki i teraz muszę się użerać z optymalizacją mało funkcjonalnych stron. Prawdopodobnie dzisiaj je przebuduje, a raczej po prostu zredukuje kilka sekcji stron. Wszystkie rozwiązania, gotowe kody etc naturalnie sobie zapisałem i dzięki temu będę mógł dość szybko ulepszyć wszystkie strony. Dzisiaj się jeszcze trochę pobawię z szybkością, wdrożę rozwiązania na strony które tego potrzebują i zajmę pewnie jakimś linkowaniem. Kawa i lecę, dzień 1 zrobiony, czas na drugi
  11. Brak wpisów spowodowany był brakiem pomysłu na prowadzenie dziennika. Zdecydowanie już minął mi ten ciężki okres ciemnych refleksji i rozterek. Z jednej strony mi dziwie że tak to wylałem z drugiej strony pokazuje to pełny prawdziwy obrazek człowieka za avatarem z forum z kolorowym nickiem 😆 Mam sporo ciekawych pomysłów które chciałbym realizować na dłuższą metę. Jednym z nich jest własny blog co chodzi mi po głowie od lat. Mając te swoje obsesje na punkcie mierzenia czasu, produktywności, statystyk, wykresów, badania różnych dziedzin (czy generalnie ciągłego przetwarzania informacji) mógłbym je wykorzystać dając coś innym, a nadal siedzieć w tym co i tak robię, co i tak ciągle testuje. Mam nawet gotowy produkt (poradnik), który gdzieś tam mógłbym pobocznie osadzić zahaczając też o tematykę SEO, co dawałoby sporo niezależności. Mimo wszystko mam pełną świadomość że jestem świeżo po tym dziwnym okresie i że obecnie nie jestem w tej dziedzinie żadnym autorytetem, a nawet jako "osoba zarabiająca w internecie" straciłem go trochę poprzez odsłonięcie się. Nie widzę w tym nic złego, każdy miewa grosze okresy ale naturalnie żeby coś takiego robić z czystym sumieniem- muszę wrócić do robienia wyników i odpowiedniego trybu. To zresztą daje mi pełne pole do popisu i przepracowanie wszystkiego co wiem w kolejnej już sytuacji gdy po raz enty odbijam się z cięższego okresu . W tym momencie muszę się skupić na unormowaniu sytuacji finansowej do zadowalającego mnie poziomu po tych wszystkich zawirowaniach. Wszystko mam bardzo ładnie zaplanowane, rozpisane w arkuszach, dokumentach co ma odniesienia na "mapie myśli" w formie sznurka z fazami. Ten wpis jest dość spontaniczny, a jego podstawą jest to że od dzisiaj przez 30 dni zrobię sobie challenge żeby codziennie rano lub wieczorem dodać wpis w dzienniku. Oczywiście celem jest osiąganie jakiejś sensownej produktywności i systematyczność w działaniu. Nadaje to jakiś sens na te 30 dni, a co z tego wyjdzie? Nie wiem, jest to jakiś impuls w którym jak już napisałem ten wpis- wypada wytrwać Te 30 dni mogę odnieść do danych średnich produktywności w pracy przeciętnego pracownika, także nie ma znaczenia że zacznę 20 dnia miesiąca. Podsumowanie pierwszego dnia dzisiaj wieczorem lub jutro rano, niech się dzieje
  12. właśnie przesłuchałem 20 minutowy kawałek książki w formie audibooka. Część (zdaje się że wstęp) odnośnie pracy w odosobnieniu, tworzenia sobie warunków, środowiska do pracy. To faktycznie dla mnie było od zawsze oczywiste. Można taniej w kilka osób, jednak jeśli ktoś ma możliwości rozwoju tego co robi to w tej ciszy gdzie wszystko można dostosować pod siebie można z łatwością nadrobić tą różnice kosztów wcale nie pracując więcej. Fajnie wiedzieć że tego typu myślenie towarzyszy wskazanym "wielkim osobistościom". ten kawałek mnie dość zainteresował, więc pewnie już przerobię całość, dzięki za polecenie
  13. Naszła mnie taka refleksja że fajnie się pracuje. To co muszę przyznać że taka czysto intelektualna praca jak organizowanie czegoś czy bezpośrednie rozwiązywanie problemów przy tworzeniu/optymalizacji stron jest fajnie. Tak, fajne. W zderzeniu z tym jak ciężko sobie czasem poukładać inne sprawy w głowie, to praca ma to do siebie że jest taka "czysta". Mam też ten "luksus" że jednak sam ją wybrałem i choć próżno tu szukać stabilności, to wolność i niezależność są dla mnie wyżej. W zderzeniu z przeżywaniem różnych rozterek czy pewnie depresji, stanów lękowych i innych gówien, to taki wysiłek intelektualny jest po prostu przyjemny. Można złapać taki stan "zen" idąc jak po sznurku rozwiązywania problemów logicznych. Coś takiego jak poprawa szybkości strony w zderzeniu z pytaniami egzystencjalnymi nie jest nawet banalne. Wystarczy poświęcać czas i testować (często gotowe) rozwiązania z często natychmiastowym wynikiem, co zdecydowanie jest satysfakcjonujące. W każdym razie- podoba mi się, przypominam sobie dlaczego zacząłem to robić. Bezkresne możliwości rozwoju to zdecydowanie to co oferuje zarabianie w internecie. Po tym okresie gdzie pracowałem co najwyżej nad podtrzymywaniem pasywów mam teraz ochotę się tak po prostu po ludzku zmęczyć. System pracy jest dobry, brakowało mojego zaangażowania. Podsumowanie wykresu wrzucę może wieczorem, może jutro. Wczoraj w całym budynku były prace związane z wymianą złącz i nie było prądu od 10 do 18, także niewiele byłem w stanie zrobić. Poświęciłem ten czas na ogarniecie innych aktywności skoro nie mogłem pracować. dokładnie tak jak Ciamicaj napisał niżej . Wolę mierzyć samą w sobie produktywność i starać się być w tym lepszy jednocześnie jakoś to modelując w zależności od dnia. Dodatkowo badam takie zadania jak "workout, house work, college learning" i tak dalej. Wszędzie mierzę konkretne zadanie starając się podczas dnia wciskać odpowiednią ilość tej produktywności w wartościowych sesjach. Czas kiedy tego nie robię, to po prostu czas tego odpoczynku którego tez się uczę, tak- uważam że odpoczywać też trzeba umieć czy czas tych mniej ważnych czynności chociażby fizjologicznych. Zamysł jest taki że jak leci timer to skupiam się na danym konkrecie, a gdy robię coś niezwiązanego z żadnym zadaniem to z reguły są to nieproduktywne czynności lub te które po prostu wykonać trzeba jak np zakupy czy jakieś sprawy "na mieście" . Jeśli chodzi o clockify to z tego co widzę to taka alternatywa dla toggl i działanie jest dokładnie to samo. Tak, te 3 godziny w takim skupieniu to naprawdę dużo co zresztą odnosiłem w poprzednim wpisie nawet do badań jak produktywni są ludzie w ogóle w tym aspekcie. Trzy godzinki przy założeniu że jesteśmy naprawdę skupieni to już nawet nieco powyżej średniej, która wcale nie jest słaba. Książkę sprawdzę skoro już tak polecasz, to znaczy że musiało być tam sporo wartości. Zerknę i na pewno się odniosę. Co do obczajenia konkurencji, to tak- jest to jedna z takich czynności przy których można się zapomnieć
  14. @maverick1981 @Id00ser Zgadza się, jest to Toggl i do takiego pomiaru wystarczy wersja darmowa Serpami nadal rzuca dzisiaj z rana ale miejmy nadzieje że to ostatnie dni, bo zwykle aż takie zawirowania trwają nie więcej niż tydzień. Dane z np https://algoroo.com/ można traktować poglądowo, a pokazują one że wczoraj mieliśmy szczyt lub na bazie tego co było w lutym szczyt może być dzisiaj Odnośnie wyborów to zdaje się że mamy formalnie ciszę wyborczą . Naprawdę fascynuje mnie to co się teraz dzieje w polityce. To już jest ten moment, gdzie zdarza mi się z tego zaśmiać, czy raczej parsknąć śmiechem słuchając o tym wszystkim. Jeśli chodzi o produktywność w ostatnich dniach to było tak sobie. Znowu się wybiłem przez to co było w kwietniu, musiałem poukładać całą pracę i na nowo się odnaleźć. Zajęło to trochę czasu stąd te pierwsze dni dają słaby wynik skupienia na pracy. Mimo wszystko było dużo planowania i dzięki temu mogę iść jak po sznurku starając się robić każdego dnia trochę więcej. To jest najlepsze co mogę zrobić, bo bardzo się wybiłem w ostatnich latach. Nie ma sensu żebym rzucał się na jakieś konkretne wartości. Mogę próbować robić więcej niż dnia poprzedniego lub więcej niż podobnego dnia gdzieś tam w przeszłości. Wszyscy mamy przecież pewne obowiązki i życie, więc nie da się być bardziej produktywnym niż wczoraj każdego kolejnego dnia . Wszystko to z czasem sprowadzi się do łapania się na detalach lub zadowalającej wartości do której będę mógł sprowadzać "leniwe dni". * Zaznaczę jak coś jakiś czas. To co widzicie na wykresie to 100% produktywny czas, gdzie jestem skupiony wykonując daną czynność i gdy to skupienie tracę to robię przerwę. Jest to też tylko ta praca związana z internetami. Nie uwzględniam tu aktywności około zarobkowych jak planowanie, księgowość czy wszelakie czynności organizacyjne. Zwykle są to sesje pomodoro po 27 minut (o pomodoro możecie dowiedzieć się więcej na blogu Ciamciaja- Kliknij). Innymi słowy ten czas produktywny pokazuje też ile realnie mam do zrobienia, ile pracy jest już przygotowane. Czas tej produktywności wzrośnie jak tylko zacznę proces kreacji nowych stron, bo to faktycznie potrafi wciągnąć na godziny. Sama bieżąca optymalizacja i jakieś linkowanie na zajmuje aż tak dużo czasu. To co robię bazuje też na próbie badania realnej produktywności zamiast po prostu bycia w pracy w danych godzinach. Wiele badań pokazuje że średnia produktywność jaką osiąga przecięty pracownik to 2h 53min dziennie, a według danych GUS z USA produktywność ta sięga 3,49h z uwagi na dodatkowe czynności jakie pracownik wykonuje po powrocie z pracy (chodzi tu naturalnie tylko o dni robocze, a więc 20-23 dni w miesiącu). Tak więc do tych danych staram się przyrównywać to co robię, a porównywanie tego do bycia w pracy przez 8h dziennie nie ma sensu. Na koniec wykres. Wykres produktywności poniżej oczekiwań które zakładałem. Dzisiaj mam trochę pracy która może zając sporo czasu ale jest jednocześnie dość trudna, a raczej wymagająca skupienia. Tworzenie nowych list, oddzielanie tego wszystkiego, sprawdzanie unikalności z aktualnymi, ocena i dokładane sprawdzenie tych miejsc. Także zobaczymy ile będę w stanie tego przemielić ale potencjalnie mogę się wkręcić. Pewnie po tym dorzucę sobie trochę mechanicznej pracy jak chociażby przyłożenie jakiś linków do kilku stron lub może nawet od tego zacznę. Cel minimalny to naturalnie być lepszym niż wczoraj
  15. No dobrze, jak zapowiadałem koniec pitolenia, trzeba się trochę ogarnąć w rzeczywistości. Wstałem o 7, już po śniadanku, przejrzeniu newsów, lekkiej organizacji dnia, a teraz kawa, wpis i lecimy prosto do produktywności. Obecnie o SEO ciężko cokolwiek powiedzieć ale bardzo dobrze że wstrzymałem się z aktualizacją poradnika ponieważ core update wyszedł dopiero kilka dni temu. Zwykle pojawiał się w marcu/kwietniu, a tym razem pewnie przez zamieszanie z COVID wyszedł dopiero teraz. Obecnie jesteśmy na etapie gdzie serpy latają i po +/- 100 i mało kto tak naprawdę rozumie co się dzieje. Mam jakieś swoje pierwsze spostrzeżenia ale się z nimi wstrzymam, bo ta sytuacja utrzyma się pewnie jeszcze kilka dni. Moim zdaniem w takich sytuacjach najlepiej dalej robić swoje zamiast odświeżać pozycje co godzinę które straszliwie skaczą i nie mówią nam nic. https://www.searchenginejournal.com/google-confirms-may-2020-core-algorithm-update-rolling-out-today/365974/ Także co ma być to będzie. W tym momencie faktycznie lepiej wstrzymać się od większych zmian na stronie, czy generalnej optymalizacji i poczekać ten tydzień aż będziemy coś wiedzieć. Natomiast linkować dalej można nie patrząc na te skoki, o ile linki są dobre to jest zawsze pozytyw. Poza algorytmem mamy generalnie ciekawy, a może historyczny moment polskiej polityki od jakiś 30 lat. Dzisiaj sejm odniesie się do poprawek senatu i zobaczymy co to będzie. Zawsze bardzo głęboko siedziałem w polityce, nawet byłem na kilku spotkaniach partii. Dzisiaj mam do tego większy dystans ale jeśli mówimy o życiu to taki intensywny polityczny okres jakoś mnie zawsze nakręcał do życia w rzeczywistości, nie bujania w obłokach. Codziennie rano staram się coś przejrzeć i lubię wiedzieć co się dzieje. Zdarza mi się słuchać wystąpień czy oglądać posiedzenia sejmu na drugim monitorze przy linkowaniu. Być może będę zamieszczał czasem takie wpisy do kawki dla innych żeby też byli na bieżąco . Odnośnie produktywności. Póki co w maju jest bardzo źle. Wczorajszy dzień poświęciłem na pełne rozpisanie wszystkiego kosztem pracy. Nawet specjalnie nie liczyłem ile mi to zajęło ale posortowałem informacje, arkusze, notatki i utworzyłem cały zarys tego co mam robić w najbliższym czasie. Dzisiaj to dopnę jeszcze przed południem i dalej będę mógł iść jak po sznurku. Wygląda na to że z organizacją jest jak z nauką jazdy na rowerze i się tego nie zapomina . Po rozpisaniu wszystkiego zaczynam pracę, już nie będę opisywał co dokładnie bo znowu wyjdzie przesadnie długi wpis. Dzisiaj chcę wyrobić co najmniej 3 godziny produktywności w IM. Wpisy będę wrzucał rano lub wieczorem, może rano i wieczorem, być może codziennie w najbliższych dniach, a z czasem pewne co kilka dni. Póki co jedyne zadanie na łamach dziennika to IM, z czasem pewnie dojdzie praca przy aktualizacji poradnika, gdzie na podstawie ostatniej spodziewam się około 20-25h pracy w pełnym skupieniu według tego systemu liczenia tylko produktywnego czasu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystanie. Polityka prywatności .